01.

Zaczęło się od zagubienia

Wszystko zaczęło się od mojego własnego zagubienia w emigracyjnych realiach i tęsknoty za poczuciem, że jestem u siebie.

Jeśli kiedyś siedziałaś o drugiej w nocy, przeglądając oferty mieszkań w obcym kraju z myślą: „może tam będzie lepiej, może tam w końcu poczuję się u siebie” – to jest nasza wspólna historia.

Dorastałam w świecie, gdzie liczyły się bezpieczeństwo i osiągnięcia, a mnie ciągnęło gdzie indziej: do emocji, prób, przygody.

Pamiętam podstawówkę i próby do komediowego „Kopciuszka”. Znam całą sztukę, ręka sama się unosi. Słyszę: „Nie wychodź przed orkiestrę”. Pierwszy raz pojawia się myśl, że może łatwiej byłoby być trochę mniej sobą.

Później słyszę to wiele razy: że „za bardzo przeżywam”, „za dużo chcę”, „mam głowę w chmurach”. A ja po prostu czuję, że żaden dostępny szablon nie jest dla mnie. Zaczynam podejrzewać, że moje niedopasowanie nie jest wadą. Może to kompas.

02.

Psychologia i pierwszy skok w nieznane

Psychologia nie była moim wielkim powołaniem. Była drogą, która naprawdę mnie ciekawiła, choć nie dawała spektakularnych perspektyw. Chciałam zrozumieć człowieka: jak działa, dlaczego sam sobie przeszkadza, jak decyduje o swoim życiu.

Lipiec 2018. Ogródek pubu, stolik lepi się od lemoniady, dyplom magistra na dnie plecaka. Pada pytanie: „Co teraz?”. Pierwszy raz nie mam gotowej odpowiedzi. Wsłuchuję się w siebie i mówię:

– Chyba chciałabym pojechać w podróż.

Nie na wakacje, tylko dlatego, że czuję, że tego potrzebuję. Następnego dnia kupujemy bilety. Lęk ucicha albo po prostu przestaję go słuchać.

03.

Azja – samotna podróż

Kilka miesięcy później lecę sama do Azji. Trzy miesiące, jeden plecak, jedna ręka w gipsie. Mama pyta: „Jak sobie poradzisz?”. Odpowiadam: „Nie wiem”. I nagle okazuje się, że nie tylko sobie radzę – ja tam rozkwitam.

Potem są kolejne miejsca: Izrael, Bałkany, Kuba. Autostop, brak planu, spotkania na jedną kawę, które zostają we mnie na lata. Wszędzie uczę się tej samej lekcji, że nie ma jednego właściwego sposobu na życie.

Powoli dociera do mnie, że „dom” to nie adres. To stan, w którym mogę być cała sobą. Zaczynam czuć się u siebie we własnym życiu, nie w konkretnej lokalizacji.

04.

Portugalia i budowanie życia od zera

Potem pojawia się Portugalia. Najpierw romantyczna – miłość, ocean, kolorowe dachy. A potem ta codzienna – urzędy, nostryfikacja dyplomu, język, który plącze się w ustach.

W Polsce terapia online brzmi wtedy jak science fiction, więc pracuję tam, gdzie akurat jest miejsce: jako kelnerka w barze, sprzedaję rejsy na oglądanie delfinów. Tworzę życie od zera. Pojawiają się przyjaźnie. Pies. Surfing, który uczy mnie cierpliwości do fal i do siebie.

Równolegle zmienia się moje podejście do psychologii. Nie chcę „naprawiać” ludzi ani przywracać nikogo do normy. Chcę towarzyszyć. Iść kawałek drogi obok i pomagać usłyszeć własny głos wśród miliona cudzych.

05.

Emigracyjne „pomiędzy”, które okazało się wspólne

Zaczynają spływać wiadomości od osób żyjących poza krajem. O rozdarciu. O tęsknocie. O tym, że w nowym miejscu ktoś czuje się „za bardzo z Polski”, a w Polsce „za bardzo stamtąd”.

O samotności wśród ludzi, którzy nie rozumieją, jak można tęsknić za czymś, a przecież „samemu się to wybrało”. O cichym „jest mi źle”, które potrafi przykryć spełnione z zewnątrz marzenie.

Czytając te wiadomości, mam wrażenie, jakbym czytała własne pamiętniki. Jednocześnie czuję, że moje prywatne zmagania dotykają czegoś znacznie większego.